Porażka czy przegrana? mój wywiad dla miesięcznika Twój Styl

Dzisiaj zapraszam do przeczytania wywiadu, jaki przeprowadziła ze mną szefowa działu psychologia miesięcznika Twój Styl. Artykuł znalazł się w wydaniu styczniowym 2020 r. Niestety nie mam linku do artykułu, więc prezentuję wam treść, trochę dłuższą niż w orginale ( na potrzeby miejsca w szpaltach miesięcznika, treść została przez redakcję skrócona). Miłej lektury i zachęcam do podzielenia się waszą opinią. 

Twój STYL: Coś się pani ostatnio nie udało?

Ewa Stellmach: Nie używam zwrotów „udało się – nie udało”. Udać to się może trafienie szóstki w totka. Bardziej odpowiada mi metafora gry: można grać, wygrać lub przegrać. Słowa porażka nie lubię, bo ma smutny, pasywny wydźwięk. A jeśli przegrałam, wiem, że próbowałam , że jeszcze zagram i zrobię wszystko żeby wygrać, wyciągając z tej przegranej naukę. Czuję, że jest we mnie siła, nie zdaję się tylko na los.  Byłam dumna, gdy jeden z piłkarzy, z którymi pracuję, na komentarz  dziennikarza : „no, udało ci się strzelić bramkę”, odpowiedział: „Nie, nie udało mi się. Byłem w odpowiedniej chwili w odpowiednim miejscu, wiedziałem co mam zrobić, gdzie się ustawić, cały zespół wiedział”

TS: To ważne, jak mówimy o sukcesach i przegranych – sobie i innym?

ES: Tak, bo to kształtuje nasz sposób myślenia o świecie. Z moimi klientami – nie tylko sportowcami, ale też biznesmenami, lekarzami – pracuję nad ich odpornością psychiczną, często nazywaną przez psychologów rezyliencją. Rezyliencja to umiejętność radzenia sobie w najtrudniejszych sytuacjach. Odporność psychiczna to coś więcej niż tylko radzenie sobie w trudnych sytuacjach czyli wtedy kiedy już coś trudnego nas spotkało. Odporność psychiczna to cecha osobowości, która w znacznym stopniu determinuje to w jaki sposób potrafimy radzić sobie ze stresem, presją, wyzwaniami wbrew różnym czynnikom zewnętrznym czyli tzw. stresorom. Wg D. Strycharczyka i P. Clough’a z AQR International , twórców modelu 4C, odporność psychiczną stanowią  cztery komponenty:

  • Umiejętność dostrzegania życiowych wyzwań jako szansy
  • Wiara we własne możliwości
  • Nasze wewnętrzne przekonanie, że to my jesteśmy autorami swojego życia
  • Wytrwałość w realizowaniu zadań

Odpornym psychicznie jest łatwiej, bo wierzą, że niezależnie od wszystkiego dadzą radę. I dają. Przegrane ich nie załamują. Kluczowe w budowaniu tej umiejętności jest przekonanie, że to MY mamy wpływ na bieg zdarzeń. Natomiast nie idzie z nim w parze mówienie: „powiodło mi się” czy „udało mi się” . Ogląda pani czasem konferencje prasowe po zawodach, meczach? Irytuje mnie, gdy słyszę, jak sportowiec, który właśnie stanął na podium mówi: „Udało się zdobyć medal”. Myślę wtedy: Chłopie, co ty mówisz?! To nie przypadek! Po prostu tego dnia byłeś najlepszy! Ciężko pracowałeś i dzisiaj to ty byłeś lepszy od swoich rywali.

TS: Mnie irytuje, gdy sportowcy, którzy przegrali w słabym stylu mówią: „No, tym razem się nie udało…”. Ale może tak jest łatwiej niż przyznać: „Popełniłem błąd. Byłem słabo przygotowany, nietrafnie oceniłem sytuację” lub dzisiaj inni byli po prostu lepsi.

ES: Takie sformułowanie to jest rodzaj wymówki. W naszym społeczeństwie nie przyznaje się ludziom prawa do popełniania błędów. Odczuwamy przed przegranymi lęk i redukujemy go, zwalając winę na okoliczności: „To nie ja zawiodłem, to przez pogodę, śliskie buty, pech”. Niektórzy negują wręcz fakt przegranej. Bagatelizują ją albo uciekają, zamiast bardziej się postarać , więcej , ciężej pracować, nie odpuszczać i wyciągnąć z porażki naukę.

TS: Na przykład zmieniają pracę, małżonka. Znajomy prezes powiedział, że nigdy nie zatrudnia osób, które na rozmowach kwalifikacyjnych chwalą się, że odnoszą same sukcesy.

ES: Słusznie, bo prawdopodobnie to ludzie, którzy nie chcą dostrzegać przegranych. Ale to znaczy, że odbierają też sobie szansę na uczenie się na własnych błędach. Jeden z najlepszych koszykarzy wszechczasów Michael Jordan powiedział : „Nie trafiłem dziewięć tysięcy razy, przegrałem prawie trzysta meczy, powierzano mi decydujące rzuty, a ja nie trafiałem. Przegrywałem raz za razem w moim życiu. Dlatego właśnie odniosłem sukces”. To daje do myślenia. Kiedy rozmawiam z moimi klientami na sesjach indywidualnych czy podczas szkoleń często  używam metafory porażki, błędu jako przyjaciela. Pytam , kim jest najlepszy przyjaciel, czego od niego  oczekujesz? Prawie zawsze pada stwierdzenie: że powie prawdę, nawet bolesną. Ale to jest przyjaciel więc wiem, że on chce dla mnie dobrze. Widzicie? Przegrana jest jak  najlepszy przyjaciel, bo mówi nam ważne rzeczy, pokazuje co zrobić następnym razem żeby tego błędu nie popełnić, co zrobić inaczej, co zmienić żeby następnym razem być lepszym,  żebyśmy następnym razem wygrali, odnieśli sukces. Więc słuchajcie tego przyjaciela, warto.

TS: Co konkretnie możemy wyczytać z porażek? I jak to robić?

ES: Ważne jest to co uważamy za porażkę, ważne jest też to z jakim celem jadę na zawody. Czy jest nim wygrać – jadę po tytuł Mistrzyni Świata , czy moim celem jest znalezienie się w najlepszej dziesiątce turnieju czy inny . Jeśli jest to ten pierwszy cel to  jeśli na mecie jestem czwarta, a miałam apetyt i możliwości na więcej, powinnam przyjrzeć się tym trzem, które tego dnia były wyżej sklasyfikowane i zastanowić, dlaczego tak się stało.  Co mogłam zrobić inaczej, co poszło nie tak, co potrzebuję zmienić żeby następnym razem odnieść zamierzony sukces, czego było za mało a czego być może za dużo. Tutaj bardzo ważne jest właśnie to poczucie wpływu – co ja mogę zrobić żeby być lepszą od innych, nie patrzę na to co zrobili inni ale co ja mogę zrobić, co zrobiłam a co być może zaniedbałam? Tutaj, nie mam na myśli tylko sportu. Przecież codziennie stajemy do wyścigu: o awans, podwyżkę, miejsce na studiach, dofinansowanie dla firmy. Po drugie:  jeśli przegrywasz to jest to okazja, by dowiedzieć się czegoś ważnego o sobie. Pamiętam zawodniczkę. Zbliżały się ważne zawody, była wymieniana w gronie faworytek. Miała doświadczenie, świetne czasy na treningach, była w szczytowej formie i… trudno w to było uwierzyć, ale osiągnęła jeden z najgorszych wyników na tych zawodach . A najdziwniejsze, że w trakcie startu w ogóle nie czuła, że coś jest nie tak wręcz przeciwnie, cały czas kontrolowała czas i tempo, które wskazywały na to, że wszystko jest tak jak powinno.

TS: Co było nie tak?

ES: Po powrocie do kraju długo analizowałyśmy to wydarzenie. I ona w końcu mówi: „Przypominam sobie jedną ważną  rzecz. W dniu zawodów  trener, powiedział, że rezygnuje, po mistrzostwach , bo nie czuje wsparcia ze strony zawodniczek i nie widzi już sensu w dalszej pracy. W dniu zawodów!  zrzucanie odpowiedzialności na zawodniczki! Wow! I wszystko stało się jasne. Ta zawodniczka należała do grupy osób szczególnie wrażliwych. Takich ludzi emocja typu smutek, rezygnacja, poczucie beznadziei, a z tego co mówiła tez złość, która udzieliła im się od kogoś innego, potrafi radykalnie podciąć. Dziewczyna, o której mówię, dużo pracowała potem nad swoją odpornością psychiczną i umiejętnością odcinania się od emocji w momencie startu, to bardzo częste problemy z jakimi przychodzą do mnie zawodnicy. . Często pytam zawodowych sportowców, którzy przegrali na zawodach: wiesz, kiedy dokładnie przegrałeś? Jeden z dżudoków odpowiedział: „W momencie, w którym ktoś krzyknął na trybunach. Spojrzałem tam, zdekoncentrowałem się i zostałem powalony na matę”.

TS: Dlaczego to takie ważne?

ES: Bo przegrywamy nie wtedy, kiedy ogłosi to sędzia, ale w chwili, w której popełniamy błąd, nieraz banalny, albo kiedy się poddajemy, bo czujemy się bezradni, odpuszczamy, tracimy poczucie wpływu czyli takie poczucie sprawstwa. To samo wydarza się w życiu. Ten na pozór nieistotny błąd trzeba zdemaskować. Jak mój dżudoka. Przegrywam z kimś innym wyścig o wymarzoną pracę, bo spóźniłam się pięć minut, a to źle nastawiło do mnie rekrutera. Drobiazg. Już to wiem. Na przyszłość się nie spóźnię. To jest nauczka z przegranej. Porażka może wyrobić też w nas waleczność. Czytałam kiedyś wywiad z trenerem, który wyszukiwał w USA zdolnych młodych sportowców z lig okręgowych,. Powiedział, że szczególnie interesują go zawodnicy, którzy znają smak przegranej, którzy wiedzą jak smakuje drugie miejsce. Bo to są osoby, które wiedzą jak walczyć, potrafią się podnieść i dalej ciężko pracować, nie odpuszczają. Bo jeśli teraz idzie im dobrze to znaczy, że umieli uporać się z przegraną. Najgorzej, gdy ona spotyka kogoś, kto zaliczał tylko zwycięstwa i wierzył, że tak będzie zawsze. Często taka osoba nie potrafi się podnieść, załamuje, tkwi bardzo długo w rozpaczy, I takiej osobie będzie dużo trudniej zawalczyć.

TS: Jak to? Tyle mówi się o nastawieniu na sukces. Podobno można się na niego zaprogramować?

ES: Hm, to nie działa tak prosto. Kilka lat temu ukazała się książka wybitnej psycholożki, profesor Uniwersytetu Stanforda Carol Dweck „Nowa psychologia sukcesu”. Dweck dzieli ludzi na nastawionych na trwałość albo na rozwój. Ci pierwsi żywią przekonanie, że cechy, inteligencja, talenty, są stałe. Rodzimy się z nimi i albo je mamy, albo nie, koniec, kropka. Rodzice osób nastawionych na trwałość w dzieciństwie mówili im często: „Jesteś uzdolniony plastycznie”, „Jesteś najlepszy”,

„Jaki on zdolny” Takie osoby cały czas próbują sobie i innym coś udowodnić, potwierdzić to co słyszą – jesteś najlepszy. Porażka to wina innych, pogody, sędziego. One wierzą w to, że żeby zostać mistrzem trzeba się tym mistrzem urodzić, mieć to wrodzone coś. Jeśli ich nie mam to niewiele mogę z tym zrobić. Nastawienie na sukces jest nieodłączną częścią życia tych ludzi, bo zwycięstwa i wygrane potwierdzają to, kim oni są, definiują ich. Porażka w tym wypadku nie wchodzi w grę, bo stawia pod znakiem zapytania wszystkie przekonania na temat samego siebie. „Mam podobno dar do muzykowania i słuch absolutny, a nie zostałam gwiazdą estrady! Co to znaczy? Może jednak to nieprawda, może wcale nie jestem uzdolniona muzycznie! To kim ja jestem?” – to jest w skrócie ten typ rozumowania. Prowadzi do strachu przed przegraną, a gdy ona ma miejsce – do negowania jej, ignorowania lub uciekania przed skonfrontowaniem się z nią. Taka osoba musi ciągle potwierdzać własną wartość zwycięstwami, sukcesami udowadniać, kim jest. Natomiast dla osób nastawionych na rozwój porażka jest naturalną częścią życia, bo im wpojono wiarę, że nad umiejętnościami trzeba pracować, talent niewiele znaczy bez ciężkiej pracy. A porażka nie przekreśla talentu, a jedynie wskazuje, że w trakcie pracy popełniliśmy błąd. Naprawimy i wtedy osiągniemy swój cel. Przegrane traktują jak informację zwrotną: co mogę jeszcze zrobić żeby być lepszym, nad czym pracować, co rozwijać?

TS: Rozumiem, że to drugie nastawienie jest dla nas lepsze?

ES: Ale niestety, w naszym świecie jednak rzadziej spotykane. Ostatnio coraz częściej odbieram telefony z prośbą o konsultację z młodymi sportowcami . Ja nie pracuję z dziećmi, ale pracują właśnie z rodzicami i trenerami pracującymi z młodymi sportowcami . Zawsze rozmawiamy o tym co my dorośli wnosimy do życia i rozwoju młodych ludzi, jak nasze zachowanie, nasza komunikacja z nimi wpływa na ich poczucie wpływu, ich umiejętność radzenia sobie ze stresem, presją i wyzwaniami. Jak moje zachowanie, moje emocje w jego obecności wpływają na to co się z nim dzieje.  Budzi mój sprzeciw, gdy na profilu społecznościowym ojca nastoletniego zawodnika, który zajął drugie miejsce, czytam gratulacje od znajomych i niżej odpowiedź ojca: „Nie ma czego gratulować. Pierwszy przegrany”. My nie tylko sobie nie dajemy prawa do porażek, ale także, a może przede wszystkim, nie dajemy go najbliższym. „Dostałeś czwórkę?, a co dostała Zosia? albo : „A czemu nie piątkę?” – mówimy do dziecka. „Nie załapałeś się na podwyżkę? A kogo szef awansował, znowu Darka?” – pytamy partnera. A bez „zaprzyjaźnienia się” z porażką, szanse na złoto czy awans są niewielkie.

TS: Przegrane możemy sami zaprogramować?

ES: Zaryzykuję twierdzenie, że przegrana  zaczyna się w głowie. Często mówię moim zawodnikom: Sukces masz w  głowie i porażkę masz w głowie.  Zaczynając od przekonań, które niweczą nasze nadzieje na zwycięstwo, np. jestem beznadziejna, oni są lepsi od nas, oni wygrali ostatnio wszystko a my jeszcze nigdy to znaczy że nie mamy z nimi szans. . Niedawno prowadziłam szkolenie to były głównie kobiety. Rozmawiałyśmy o często używanym szczególnie w internecie i na tzw motywacyjnych eventach haśle: „Możesz wszystko”. A to nieprawda.. Nie możesz wszystkiego ale możesz wiele. Jeśli będziesz wiedziała czego chcesz, będziesz ciężko pracowała, nie odpuszczała w trudnych momentach, które na pewno przyjdą, będziesz umiała zarządzać ryzykiem czyli zaczynając przygotowania do realizacji swojego celu wpiszesz w scenariusz działań ryzyka,  które mogą wystąpić, co może pójść nie tak. I konsekwentnie, kroczek po kroczku będziesz szła naprzód. Bez szukania wymówek. Nie możesz wszystkiego i nawet nie powinnaś, bo wpędzisz się do grobu, a co najmniej – we frustrację. Z pewnych rzeczy zrezygnuj. Nie musisz być idealna. Nie musisz ciągle zwyciężać. To nie powinien być cel.

TS: Jak to? Nie musimy tego celu realizować?

ES: Wróćmy do metafory sportu, bo tu zwycięstwo i przegrana są szczególnie bolesne i raczej trudno udawać, że porażki nie istnieją. Jeśli jest mecz, walka bokserka, bieg na sto metrów, to wygra tylko jedna drużyna czy jeden zawodnik. Więc, jeśli stawiamy sobie tylko taki cel – złoto! mistrzostwo!, dużo ryzykujemy. Lepiej formułować cele zadaniowe. Taki cel postawili sobie zawodnicy polskiej drużyny AMP futbolu (piłka nożna uprawiana przez osoby po amputacji – przyp.red.), zaliczani do światowej czołówki. Oni mówią, że jadąc na zawody zawsze jadą zwyciężyć, obojętnie czy jadą na puchar wójta czy na mistrzostwa świata, ale ich głównym i najważniejszym celem jest zbudować mistrzowski zespół. Czyli taki, w którym jeden na drugiego zawsze może liczyć, jeśli trzeba weźmie odpowiedzialność na siebie za innego , taki, w którym każdy zawodnik ma poczucie , że jest ważny, jest ważną częścią , nawet ten, który w czasie meczu siedzi na ławce rezerwowych.

TS: Przełóżmy to na język świata pozasportowego…

ES: Dyrektor działu handlowego też może chcieć zbudować mistrzowski zespół handlowców, zamiast straszyć pracowników wyśrubowanymi normami i wrzeszczeć, że mają mieć lepsze wyniki od konkurencji pyta : co możemy zrobić żeby mieć lepsze wyniki, czego nam potrzeba żeby uzyskiwać lepsze wynik, co ja mogę zrobić żeby wam pomóc? Czego potrzebujecie? . Gdy idzie pani na rozmowę kwalifikacyjną w sprawie pracy marzeń, proszę nie zawieszać się na myśli: „Muszę zdobyć tę posadę”. Raczej zacząć od pytania: Dlaczego ta rozmowa jest dla mnie ważna? Co mogę zrobić żeby jak najlepiej wypaść? Co zrobić żeby pokazać pełnię swojego potencjału? Jak się zaprezentować żeby przekonać do siebie? Proszę przygotować się do rozmowy merytorycznie, może  kimś ją przećwiczyć. Zadbać o swój komfort i dobre samopoczucie, np. w decydującym dniu włożyć wygodne czółenka albo ukochane czerwone szpilki, które dodają pani pewności siebie, ale nie nowe buty, które mogą pani obetrzeć stopy i zdekoncentrować.  A na koniec pomyśleć: „Zrobię wszystko, żeby pokazać się od jak najlepszej strony. I jeśli tak zrobię,  a mimo to, nie dostanę tej pracy, dostanę kolejną szansę a potem kolejną i następną”. Motywacja zadaniowa jest świetna, bo nie jest motywacją na efekt wygrana – przegrana, tylko na zdobywanie doświadczenia i rozwój. Nastawienie wyłącznie na sukces sprawia, że w decydującej chwili jesteśmy spięci, nawet rutynowe czynności nam nie wychodzą.

TS: To chyba częsta przypadłość. Ktoś świetnie zna materiał, a na egzaminie oblewa.

ES: O takich osobach w sporcie mówimy „mistrzowie treningów”. Bardzo często trafiają do mnie tacy zawodnicy, mówią: „na treningach idzie mi świetnie, wszystko  mi wychodzi a gdy przychodzi mecz to nic, paraliż, kompletnie nic mi nie wychodzi”. Gdy pracuję z klientami nad wyrobieniem motywacji zadaniowej, często przywołuję słowa Roberta Karasia, triatlonisty, Mistrza Świata w potrójnym Ironmanie:  „Wiedziałem, po co przyjechałem do Lenshen, wiedziałem, że będzie ciężko, mam cel do osiągnięcia , zadania do zrealizowania i trzeba to po prostu zrobić. Byłem zaprogramowany tak, żeby w zdrowiu i najlepiej jak potrafię dobiec z punktu A do B”.  Robert Karaś dokonał tego w 30h47min.

TS: Imponujące! Wiele godzin morderczego wysiłku na granicy możliwości…

ES: Dokładnie tak … w upale, zawody odbywały się w lipcu! To co tutaj ważne: jego celem był medal, zdobycie mistrzostwa świata, ale on był do tego przygotowany. Zrobił wszystko żeby do tych konkretnych zawodów przygotować się na 100%. Ważne dla niego było żeby w zdrowiu i najlepiej, jak umie, przebiec, popłynąć, przejechać z punktu A do B. Na tym się skupił. Krok po kroku. Profesor Carol Dweck nazwałaby to właśnie nastawieniem na rozwój. Ono plus ciężka praca, przygotowanie, zapewniły mu zwycięstwo, Robert Karaś osiągnął swój cel – mistrzostwo świata, ale dla innego zawodnika ukończenia zawodów, dobiegnięcie do mety  w zdrowiu i najlepiej jak potrafił , w tym właśnie dniu, z poczuciem, że dał z siebie wszystko, mimo tego, że nie zdobył medalu też będzie sukcesem. Sukces mógł odnieść nawet nie zdobywając medalu, tylko wypełniając plan:- w zdrowiu i na miarę swoich możliwości.

TS: Czym w tym wypadku byłaby porażka?

ES: Na przykład wycofanie się, bo ciężko, bo gorąco, ciało boli. Poddanie się negatywnym myślom” nie dam rady” , „to nie ma sensu”, „oni są lepsi, nie dogonię ich”. „pierwsze miejsce albo nic”. Z tym, że nawet wtedy lubię mówić klientom, że porażka to jest… alternatywna forma sukcesu czyli to o czym wcześniej rozmawiałyśmy. Możliwość rozwoju, poprawy, przyjrzenia się temu nad czym warto i trzeba pracować żeby następnym razem zrealizować swoje cele.

TS: Czyli? Bo to jednak brzmi zaskakująco…

ES: Prosty przykład: pracę w korporacji traci kobieta, która spędziła w jednej firmie wiele lat, poświęcając jej też życie prywatne, zdrowie. Jest załamana, ale po pewnym czasie zaczyna dostrzegać pozytywy sytuacji. Ma więcej czasu dla siebie i mniej stresu., Rozmawiamy o tym co lubi robić, co ją cieszy, sprawia radość, co być może chciała kiedyś robić ale podjęła w przeszłości decyzję o pracy w korporacji. I wtedy przypomina sobie że zawsze chciała robić coś innego, zajmować się rękodziełem, handamade.  Korporacja przytrafiła się przypadkiem, a potem ona latami w niej tkwiła, od sukcesu do sukcesu. I ta osoba zaczyna pracować nad nową ścieżką kariery. Coś co początkowo wydaje się być porażką często jest jak zwrotnica: zmienia bieg życia. Najczęściej na  lepsze. Choć czasem trzeba czasu, by to dostrzec.

TS: Gdy tak z panią rozmawiam, mam wrażenie, że porażka w ogóle nie istnieje, zawsze jest w pewien sposób… korzystna!

ES: No widzi pani! I nie porażka, tylko przegrana. Grała pani, przegrała. Następnym razem może pani wygrać.

 

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Pozostałe wpisy

Twoja wewnętrzna gra

Moja wewnętrzna gra Rozwijanie aspektów psychologicznych jest istotą psychologii sportu, bez względu na rodzaj dyscypliny sportowej. Jednym z najważniejszych aspektów jest wzmocnienie i/lub utrzymanie na…

Czytaj dalej »

O pewności siebie

O PEWNOŚCI SIEBIE „W moim życiu zbyt dużo razy leżałem na ziemi, żeby nie wiedzieć , że trzeba podnieść się i walczyć”                                                                                                                                                                                                             Jakub Błaszczykowski…

Czytaj dalej »

Drużyna w obliczu wyzwania cz. 2

Drużyna w obliczu wyzwania cz. 2 Odporność psychiczna dotyczy również zespołów nie tylko jej pojedynczych członków. Na odporność psychiczną składają się: Kontrola i wpływa na…

Czytaj dalej »
0 0 vote
Article Rating
Scroll to Top